Nie wiem jak Wy, ale my już mamy dość tej izolacji. Po 7 tygodniach siedzenia w domu i wychodzenia jedynie na obowiązkowe spacery zatęskniliśmy za wielką przestrzenią. Mimo, że mieszkamy w wielkim mieście to jest nam tu za duszno. Czas na góry.

Do każdej wyprawy z psem warto porządnie się przygotować. Pisałam już o tym z czym wiąże się podróżowanie komunikacją miejską, jak wyglądała nasza wyprawa nad morze, macie również na blogu listę Parków Narodowych z informacją gdzie można a gdzie nie można podróżować z psem.

Korzystając z “odmrożenia” branży hotelarskiej od 6 maja od razu zabookowałam pokój w małym hoteliku dla naszej trójki w Karkonoszach. Wcześniej potwierdziłam na kilku stronach dla miłośników psich wypraw że ta część gór jest psiolubna i pyk. Czas na psigotowania 😉

To, że człowiek powinien mieć ciepłą kurtkę, nawet jak zapowiadają słońce (a najlepiej przeciw deszczową i przeciw wiatrową) mówić nie trzeba. Tak samo buty, nie jakieś japonki czy klapki, porządne trekowe, w których się nie zabijemy na szlaku. Góry to nie … bajka. Pięknie jak w bajce, ale nie bajka. Trzeba mieć respekt nawet jak się chodzi nisko przy strumykach. Tam też mieszczuch może nogę skręcić. 

A co z psem miejskim?

Warto przygotować się i sprzętowo i w razie “w”.

Po pierwsze: Pakowanie

Co w takim razie brać ze sobą w podróż?

  • smycz,
  • kaganiec (może obowiązywać nakaz noszenia na szlakach w Parku Narodowym),
  • szelki (raz, że do auta a dwa może być bezpieczniej mieć psa na szelkach na szlaku, jak gdzieś wpadnie to go wyciągniemy łatwiej niż za obroże),
  • obroża z nametagiem czyli identyfikatorem, najlepiej metalowym lub innym byle trwałym,
  • smycz treningową (aby pies mógł się wybiegać w kontrolowanych warunkach)
  • smaczki (uwaga, raczej do miasta-w  Parku Narodowym możecie przyciągnąć niechcianego gościa),
  • ręczniki dla psa (żeby móc w coś wytrzeć brudnego psiaka)
  • zapas karmy
  • przenośną miskę lub specjalną butelkę na wodę dla psa,
  • miski psa do hotelu,
  • kocyk lub poduszka, na której pies śpi w domu (będzie spokojniejszy),
  • psie leki (jeśli przyjmuje),
  • ulubiona psia zabawka np. gryzak który możemy czymś wypełnić gdy zechcemy psiaka zostawić w hotelu na chwile.

Dodatkowo do rozważenia jeśli planujecie dłuuugie trasy po kamienistych terenach: psie buty na ochronę łap. I do nich należy psa wcześniej przyzwyczaić.

Długa ta lista, prawda? Cóż, kto nosi nie prosi! Tak przynajmniej mówiła babcia 😉 Póki co to mi się sprawdza. 

Po drugie: Weterynarz

Sprawdź czy w miejscowości, do której się wybierasz jest weterynarz i w jakich godzinach pracuje placówka. W Karpaczu i okolicach weterynarzy mam 3 według google maps z czego dwóch opisało się dokładnie stąd wiem, że przynajmniej jeden będzie czynny przez conajmniej 3 godziny również w niedzielę. To super istotne. Nigdy nie wiesz co się może wydarzyć. Może pies coś zje i zacznie gwałtownie wymiotować? Ciężko w takiej sytuacji wracać 5 godzin do Warszawy z psem cierpiącym na tylnej kanapie… Może na coś nadepnie i rozetnie sobie łapę? Sami nie zszyjemy niczego? Może się przytrafić złamanie albo starcie z dziką zwierzyną lub coś zupełnie “przyziemnego” jak atak innego psa czy potrącenie przez auto. Trzeba wiedzieć gdzie i kiedy działa weterynarz i koniec.

Po trzecie: Zabezpieczenie auta

Testowaliśmy już wiele rodzajów kap, przykryć, obić mających ocalić tapicerkę… Mam wrażenie, że Loki ma szpony niczym Wolverine z X-Manów i zwyczajnie rozszarpuje wszystko w drobny mak. Nie ma to sensu. Na szczęście jakoś tapicerki nie rozszarpuje, po prostu te wszystkie przykrycia z plastiku nie dawały rady i tylko pieniądze szły w błoto. Teraz mamy na tylniej kanapie prześcieradło. Tak, zwykłe prześcieradło takie włochate. Polecam. Zrobiłam w nim dziurkę na zatrzask od pasów i o. Gotowe.

Zakupiłam specjalny psi pas- to podstawa. warto dostosować jego długość tak by pies nie mógł wyjść przednimi łapami w przednią część auta, zwłaszcza kiedy jest duży. Raz jedyny zdarzyło się Lokiemu tak kręcić, że sam się odpiął. Zwykle leży / śpi na całej kanapie lub kładzie głowę na podłokietniku między kierowcą a pasażerem.

Pasy montujemy do szelek typu guard nigdy do obroży! Powód jest niby oczywisty, gdyby jednak ktoś się zastanawiał to proszę się zastanowić co by się stało, gdybyśmy własne pasy owinęli sobie wokół szyi i poczekali na szarpnięcie… Widzimy to? Wiemy co się stanie? No. To nie przyczepiamy psu pasów do szyi 🙂

UWAGA! Jeśli pies źle znosi podróż

A)Nie bierz psa w podróż

 Prozaicznie proste. Jeśli ja wiem, że mam chorobę lokomocyjną kiedy nie prowadzę auta, to zwyklę unikam sytuacji kiedy muszę być pasażerem. Jeśli coś mi szkodzi to tego nie robię.

B) Jeśli musisz wziąć psa (nie masz komu zostawić, nie załatwisz hotelu…)

Skonsultuj się z weterynarzem w sprawie środka ziołowego lub mocniejszego jaki masz zaserwować psiakowi. Nie rób tego na ostatnią minutę. Łagodne środki, które nie zaszkodzą lub minimalnie zaszkodzą wymagają dawkowania przez wiele dni czasem nawet 2 tygodnie więc dobrze zaplanuj swoją wycieczkę uwzględniając stan zdrowia psa.

A PRZEDE WSZYSTKIM bądź wyrozumiały dla Twojego psiaka. Jeśli wiesz, że źle się czuje to nie krzycz na niego kiedy zwymiotuje, piszczy lub kręci się po aucie. To Ty postanowiłeś, że pies będzie Ci towarzyszył mimo, że będzie cierpiał.

Po czwarte: Zaplanuj przerwy w podróży

Mimo, że w zwykły dzień psiak czeka na spacer od 8 do 10 godzin ( kiedy jesteś w pracy a on czeka na Ciebie w domu to przecież jakoś wytrzymuje) to wcale nie znaczy to, że wytrzyma 5-6 godzin jazdy autem. To zupełnie inna sytuacja, inny poziom pobudzenia. Tu dużo się dzieje, auto się trzęsie, być może psiak nie będzie umiał się zrelaksować i non stop będzie czuwał. Może będzie się stresował i zobaczycie strużki śliny cieknącej mu z pyska (pomijam boksie i inne bratnie rasy, u których fąfle to normalna sprawa). 

Pojawiają się różne emocje zwłaszcza jeśli nie podróżujemy regularnie. Loki uwielbia wspólne wycieczki. Droga “do” jest zawsze ekscytująca. Nos Lokiego zamienia szybę z tyłu w dzieło współczesnego impresjonizmu kiedy on sam obserwuje mijane krajobrazy. Kiedy jesteśmy w mieście i zwalniamy uchylamy mu szybę by wąchał sobie teren. Mocno wdycha i wydycha powietrze… Wdycha z zewnątrz a wydycha prosto nam w twarze oczywiście. 

Sami rozumiecie, przystanki są koniecznie, nie tylko ludzie muszą skorzystać z kibelka czy napić się wody, dla psów to też bardzo ważne. Nie mówię tu o zatrzymywaniu się co godzinę… sami oceńcie ile stopów Wam potrzeba.

Powroty są już zwykle spokojniejsze. Pies wybiegany, człowieki zmęczone. Wszyscy szczęśliwi i wypoczęci umysłem.

Po piąte: Pamiętaj, że to wycieczka rodzinna

Mam takie wrażenie, że planując wyjazdy wiemy że jedziemy w mieszanym gronie. Niby to wszystko jest jasne. Jestem ja, jest mąż i ten pies. Przeciez pakujemy te wszystkie rzeczy, przewidujemy katastrofy… Liczymy na najlepsze ale spodziewamy się niespodziewanego by mimo wszystko spędzieć dobrze czas. Będzie słońce -super. Popada- no to co. Damy radę.

Potem gdy już jesteśmy w miejscu docelowym nagle się irytujemy pierdołami, a bo pies ciągnie na smyczy, a to wlazł nam ten dziad mały do błota i co teraz?? A to cholera nie można jednak na ten szlak z psem wejść?! I głowa wybucha.

I znów trzeba sobie przypomnieć, że najfajniej jest być tu i teraz z naszą rodzinką (a pies pewnie ciągnie bo bije od Ciebie wkurzeniem więc wdeeeeechhh wyyyydechhh 😉 ).

Udanych rodzinnych i bezpiecznych wycieczek!