W poprzednim artykule rozprawiłam się z argumentem “dziecko” jako przeciwwskazaniem do posiadania psa. Czas na drugi, równie często pojawiający się powód przeciw:

Mam za małe mieszkanie, pies by się tylko męczył.

Jeśli faktycznie chodzi Wam jedynie o to, że to pies by się męczył a nie Wy. I nie jest to taki sprytny odwrócony tekst jak czasem zdarza się mówić do dziecka

“A nie chcesz przypadkiem posprzątać w tym pokoju?” 

czyli

“JA chcę abyś posprzątał w tym pokoju!”…

to opowiem Wam pewną historię… ewentualnie dwie, no dobra pewnie ze trzy.

Jak już wiecie a może nie. Zależy od jak dawna czytacie moje artykuły, decyzja o adopcji Lokiego nie była aż tak impulsywna. Jasne. Jestem miękką bułą. Jasne, historia o szczeniakach wyrzuconych w worku na śmieci dotknęła mnie dogłębnie ALE…

Zanim zaczęłam czytać o psach, zastanawiać się nad rasą (tak… chciałam psa rasowego, dużego, dopasowanego charakterem itp…) wiedziałam, że muszę mieć ku temu warunki. Co to znaczyło dla mnie mieć odpowiednie warunki dla psa? 

No cóż… W mojej rodzinie zawsze były jakieś psy. A to wujek z ciocią od strony ojca mieli dwa owczarki. Pamiętam je jako wieeelgachne psy, które jednocześnie mnie fascynowały ale i przerażały, ponieważ miałam wtedy może 4-5 lat, więc moja głowa minimalnie sięgała ponad kłąb. Kiedy biegły obok mnie od razu chciałam na “opa”, żeby tylko być wyżej i obserwować je z daleka. Te psy na codzień miały budy i żyły na łańcuchu na wsi. Były wypuszczane raz po raz na pole czy do lasu na spacer.

Był też Nero. Ja pamiętam go jako czarno siwego, starego owczarka. Był już na etapie kiedy niedowidział i był lekko przygłuchy w związku z czym pewnie mógł być groźny dla tych, którego zapachu nie znał. Pamiętam jak razem z koleżanką Magdą miałam iść właśnie do babci gdzie podwórka przydomowego strzegł Nero. Kiedy podbiegł do bramy ujadając Magda nagle była po drugiej stronie ulicy. Ja za to krzyknęłam na Nera, że jest głupim psem i ma się uspokoić, przecież to ja. Powąchał i zamerdał ogonem. Odprowadziłam go do budy. Myślę, że jego zagroda za furtką miała jakiś metr szerokości i 3 metry długości.

Na codzień biegał luzem po betonowym podjeździe i zapewne jak psy cioci i wujka jadł resztki z obiadu.

Był też bokser Jago u wujka i cioci od strony matki. Jego jako dziecko bałam się jeszcze bardziej niż owczarków z dwóch powodów. Po pierwsze- był bardzo energetycznym psem, było go wszędzie pełno (nie był też psem podwórkowym więc nie było ucieczki w domu). Do tego te funfle! Pamiętam ściany korytarza u babci caaaałe w ślinie… Byłam przerażona. Jagoski mieszkał w dużym dwupiętrowym domu z ogrodem.

Potem przez chwilę był u nas w domu Borys, rodowity owczarek “gigant”. Mieliśmy go odchować dla dziadka, bo Nero musiał być uśpiony. Niestety… dziadek zmarł a babcia psa nie chciała.

Moja matka też go nie chciała i tak Borys wrócił z 5 pokojowego mieszkania w bloku z ogródkiem do swojego hodowcy.

Mając taką historię psów miałam w głowie to, że pies musi mieć przestrzeń. Nawet jeśli zwykle jest na łańcuchu, to przecież musi mieć powietrze, musi być na zewnątrz. 

Wiele lat później pracując w banku wdałam się w dyskusję z informatykiem. Akurat obydwoje mieliśmy etap poszukiwania mieszkania z tym, że on kupował a ja wynajmowałam. Okazało się, że mieszkał bodajże na 35 czy 40 m2 z UWAGA dwoma owczarkami, jednym pitbullem plus on, żona oraz dziecko. A o przeprowadzce zadecydowało to, że drugie dziecko było w drodze. Doznałam szoku. Zadałam mu tylko jedno pytanie: Czy ty w ogóle widzisz podłogę w swoim mieszkaniu?

Obrazek zaczerpnięty z Pixabay

Nasza rozmowa dała mi do myślenia. W sumie… jeśli dba o psy, są często na spacerach, są wybiegane to w domu tylko jedzą i śpią. Najważniejsze żeby miały kąt dla siebie. Jasne… nadal mieszkanie w kawalerce w 5 istnień to ekstremum jak na mój gust (wiem wiem… nie takie rzeczy w Chinach i Nowym Jorku się dzieją) ale można? Można.

Niemniej zaczęłam planować. I tak przy zakupie mieszkania postawiłam na 3 pokoje. Jeden tzw. “Duży Pokój”/”Salon”, drugi jako “Sypialnia” i trzeci roboczo nazwany “Pokojem Zero”. Mój partner nie wiedział co go czeka… Pokój zero o wielkości 10m2 wkrótce zajęło parę toreb ze szpargałami, suszarka do ubrań, biurko z krzesłem oraz… legowisko psa.

I wszystko spoko, mieszkanie oczywiście przeszło wizję lokalną wysłaną przez schronisko, bo dużo miejsca dla psa, blisko do parku, wybiegu, lasu.

Tylko, że życie pisze różne scenariusze. Pomieszkałam tam z Lokim może półtora roku? Maksymalnie półtora roku i się wyprowadziłam. Przez następne pół roku mieszkaliśmy w 2 osoby plus Loki na 10 m2 z współdzieloną kuchnią oraz łazienką na kolejne dwie osoby.

A sam pies miał do własnej dyspozycji przestrzeń wielkości klatki kennelowej. Tam odpoczywał. 

Potem wyprowadzka do Warszawy i zamiana lokum na 2 pokoje w bloku. Oczywiście miejsce upatrzone przy parku, wybiegu…

I znów… często czytamy o tym, że wraz ze zmianą sytuacji życiowej psy trafiają do schronisk. Powody są właśnie takie: bo się ktoś wyprowadza, bo komuś się zmniejszyło mieszkanie, bo pogorszyła się sytuacja, bo urodziło się dziecko pierwsze czy kolejne. 

Ja pytam- czy naprawdę przestrzeń ma tu kluczowe znaczenie?

Ostatecznie z mojej perspektywy Loki ma się lepiej niż kiedykolwiek, ponieważ:

  • Ma kochającą rodzinę,
  • Jego opiekunowie rozwijają swoją wiedzę o tym jak go wychowywać,
  • Loki ma swoje miejsce/ legowisko (nawet 2) gdzie może odpocząć,
  • Zna zasady i ich przestrzega za co jest nagradzany,
  • Zdrowo się odżywia, nie brakuje mu jedzenia ani wody,
  • Regularnie jest wyprowadzany na spacery, jest też wybiegiwany,
  • Jest pod stałą opieką weterynarza,
  • No i nie można zapomnieć, że został niejako gwiazdą reportaży XD

Czy to, że na chwilę obecną nie ma własnego 100 metrowego podwórka go unieszczęśliwia? Nie sądzę. Czy kiedy będzie miał własny ogródek będzie mu jeszcze lepiej? Czasem się mocno zastanawiam. Ludzie są leniwi. Boję się, że jeśli miałabym taki ogródek (pamiętajcie, że przy Borysie był taki) to lenistwo wzięłoby górę. Zamiast spacerów z psem i treningów byłoby otwieranie drzwi balkonowych…

A co Wy sądzicie o psach XXI w.? Czy potrzeba im wielkich przestrzeni do życia?