Wydaje się, że już wszystko zostało powiedziane. Wydaje się, że już każdy wie, o tym by nie zostawiać psów i dzieci w zamkniętych autach kiedy na zewnątrz temperatura przekracza 20’C. Niby wszyscy wiedzą, że kiedy słońce jest w zenicie to jest najgoręcej i należy unikać przestrzeni otwartych, gdzie nie ma cienia. A jednak…

Niedziela, godzina ok 11:40, Bulwary Wiślane, słońce praży, mam wrażenie że temperatura odczuwalna to minimum 30’C. Na pewno kiedy się nie ruszamy i zatrzymujemy się na schodkach w pełnym stopniu. Żałuje, że nie mam czapki, ani okularów przeciwsłonecznych bo już zaczyna mnie boleć głowa. Cieszę się tylko z tego, że postanowiłam zostawić Lokiego w domu.

Rozglądam się i widzę psy różnej wielkości, rasy. Wszystkie są zmęczone. Kilka psów siada i nie daje się ciągnąć właścicielowi. Jeden kundelek wielkości pinczera złożył się zupełnie na płasko na kawałku chodnika, który akurat był w cieniu i zaparł się ile tylko mógł, żeby tylko nie iść dalej. Co zrobił właściciel? Mocniej pociągnął za smycz, obroże… co to za problem pociągnąć takie… 3kg? Piesek musiał się ugiąć mocy smyczy… poniósł się i ruszył dalej po rozgrzanych betonowych kafelkach. Drugi psiak miał nieco łatwiej, szedł ze swoją Panią tuż przy rzece i naglę hyc! postanowił wskoczyć do rzeki. Serce mi zabiło szybciej… Dobrze, że był na smyczy. Przez chwilę chciał płynąć pod prąd ale Wisła była szybsza. Popłynął z prądem i wyszedł na brzeg nieco szczęśliwszy bo ochłodzony. Inne psiaki nie miały tyle szczęścia. Nie zakładam złej intencji właścicieli ale żaden z nich nie miał butelki wody dla psa ani miski. Większość osób, była bardzo lekko ubrana i nie miała plecaków, zakładam więc, że pies mógł się napić jeśli akurat trafiła się fontanna albo-rzeka.

Ja też nie lubię zostawiać Lokiego w domu. Nie wyobrażam sobie jednak ciągnąć go w samo południe na właściwie patelnię gdzie nie będzie w stanie skryć się przed słońcem. Na pewno większość z Was wie- osoby czytające tego rodzaju blogi już znają podstawy ale warto przypomnieć. Pies chłodzi się za pomocą ziajania- przez jamę ustną- dwojako za pomocą wymiany powietrza ale też przy schładzaniu się wodą. Dlatego kluczowe jest tu po pierwsze dobranie prawidłowego kagańca a po drugie- dostęp do wody.

Kagańce weterynaryjne, kagańce z metalowych siatek i paskowe, które zaciskają szczęki psa uniemożliwiając swobodne oddychanie i wywieszanie języka mogą powodować przegrzanie a w konsekwencji udar. Kaganiec typu baskerville czy ipo dają psu możliwość picia, przyjmowania smaczków a nawet ziewania.

Dodatkowo psy w mniejszym już stopniu ochładzają się również przez spody łap czy uszy- po uszach łatwo poznać czy pies ma podwyższoną temperaturę.

I jeszcze jedno. Niech Wam nie wpadają do głowy takie pomysły jak wygalanie psów z podszerstkiem na lato. Sierść psów działa niczym termos chroniący zawartość przed nagrzewaniem. Nie pomagacie psu wygalając go. Pies nie chłodzi się przez skórę! Może jedynie przyjąć ciepło kiedy pozbawicie go jego naturalnej ochrony. Tłumaczenie “bo kleszcze” itp… nie przemawia do mnie. Sama jak nie codziennie to co drugi dzień wyczesuje Lokiego- takie uroki posiadania psa z długą sierścią… Sami nie dajecie rady, bo macie np. malamuta? Rozumiem. Dajcie go do groomera. Do specjalisty, który raz na jakiś czas ogranie specjalnym sprzętem futro i wyczesze co trzeba a przed kleszczami zabezpieczcie obrożą, kroplami, tabletkami- tym co działa w Waszym regionie!

Co jeszcze? Podczas upałów zasada co do wychodzenia z psem na dłuższy spacer czy na bieganie jest taka: wychodzimy albo wcześnie rano, albo późnym popołudniem. Do tego jeżeli w ciągu dnia było wyjątkowo gorąco- a takie dni jeszcze przed nami- sprawdzamy na sobie temperaturę nawierzchni. Jeśli po przyłożeniu wewnętrznej dłoni do nawierzchni jesteśmy w stanie na spokojnie przytrzymać ją kilkadziesiąt sekund do minuty- możemy zabrać psa. Jeśli mamy wrażenie, że powierzchnia chodnika nas poparzyła- zostawcie pupila w domu, tak jak wy ucierpieliście tak on będzie cierpiał.

Warto zaplanować również trasę spacerów tak, by pies mógł odpocząć w cieniu (może nas do niego ciągnąć i nie można go winić za tę niesubordynację) i napić się najlepiej chłodnej wody. Polecam zaopatrzyć się w bidon z wkładem chłodzącym i np. składaną miskę.

W miejscach typu plaża ustawcie się z psem w takim miejscu by pies jednak mógł wykopać sobie dół. Nie robią tego jedynie z miłości do kopania (choć to też) ale często po to by schłodzić łapki i pyszczek w dużo zimniejszym piasku, który kryje się pod warstwą tego rozgrzanego. Ja na plażę zabierałam również parasol, który tworzył swego rodzaju “budę” dla Lokiego dzięki czemu mógł leżeć sobie w wykopanym dole osłonięty od słońca.

W domu przy dużych upałach możecie albo zainwestować w maty chłodzące albo zrobić taką “matę” z niepotrzebnego ręcznika, który namoczycie w wodzie i dosłownie na 5 minut, może mniej wrzucicie do zamrażarki. Trzeba uważać żeby nie zamarzł zupełnie, bo się połamie. Pies może albo leżeć lub przykryć się takim zimnym ręcznikiem albo pożuć go. Dobrym pomysłem jest wrzucenie kilku kostek lodu do miski z wodą, żeby na dłużej była chłodna. Loki lubi też gryźć kostki lodu- tu tylko pamiętajcie by być przy psie, żeby uważać na to jak radzi sobie z kostką lodu, no i żebyście wiedzieli gdzie resztki lodu powędrowały po podłodze, żeby nie było ofiar wśród ludzi.

Idzie lato wielkimi krokami, niech to będzie czas pełen wspólnych wycieczek do miejsc przyjaznych psom, gdzie my sami będziemy najlepszymi przyjaciółmi naszych pupili. Czasem oznacza to rozplanowanie czasu zwiedzania miasta w innych godzinach a czasem zwyczajnie zostawienie psiaka w domu czy pokoju hotelowym by on mógł odpocząć w chłodnym pokoju podczas gdy my będziemy się prażyć w słońcu 🙂