Zupełnym przypadkiem trafiłam na informację o Hard Dog Race, na jednym z obserwowanych profili. No nie było opcji, żebym nie pobiegła z Lokim. Nie istotne, że od listopada 2018 leczę nieustannie kontuzję barku i kolana… Nie ważne! Pobiegnę i kropka. Powiedziałam rehabilitantce, jaki jest plan… oczywiście po kilku odwiedzinach jak już się ruszać mogłam i sru… Miałam taki ambitny plan. Że będę biegać z Lokim… Kilka razy w tygodniu! I nauczę go nowych komend i wogóle będę mistrzem canincrossu… Tja…

No cóż… Raz nie domagało mi to, raz tamto. Taśmy elastyczne pomagają na kolana- polecam. Całościowo biegałam z Lokim może 5 razy + oczywiście większa ilość odwiedzin na wybiegów dla psów, gdzie ćwiczyliśmy skoki, przejścia przez rury i przechodzenie slalomem. Tu nie było problemu. Nie było też żadnego problemu przy sterowaniu kierunkami. Najczęściej wymawiane komendy na szlaku to: prawo, lewo, wolniej, czekaj (takie moje stój), uwaga, na górę, hop, do przodu. Poza tym oczywiście duuużo razy padało “dobry pies” oraz “jestem z ciebie dumna” 🙂

Natomiast jedno wyszło już na samym początku- totalny brak kondycji. Na pocieszenie Loki również uznał, że to głupota iść pod tak stromą górę. Gdyby nie był podpięty pod smycz z pewnością wróciłby na dół, do Pana i zostawił Panią kretynkę, która w pełnym słońcu ciągnęła go pod stromą górę… zupełnie bez sensu. Namawiałam go bardzo, a w głowie powtarzałam sobie “dasz radeeeeeeee, oddyyyychaaaj”. Czułam się, jak na moim pierwszym Runmageddonie, który akurat był zimowym. Wtedy też byłam nie wyćwiczoną bułą. Co zrobić. Po podbiegu było już lepiej. A po pierwszej kąpieli wodnej w kontenerze już zupełnie dobrze.

Loki jak na psa pół obronnego, pół lękliwego 😉 z ostrożnością podchodził do fotografów wypadających z krzaków i zza drzew. Za to kiedy na trasie pojawił się mąż, dostałam takiego przyspieszenia, że nadrobiłam z 5 min czasu prawie odrywając się od ziemi… Myślę, że mogłabym ścigać się z Lokim przypiętym na pasie na 100m z każdym zawodowcem o ile przed nami leciałby na jakiejś hulajnodze Michał…. Nie wiem tylko czy bym to przeżyła. Dość powiedzieć, że fotografowie i wolontariusze mieli ubaw.

Powiem tak, nie byliśmy pewnie nawet w pierwszej 20-ce. Mimo to, jestem niesamowicie szczęśliwa, że wzięłam udział w biegu. Jestem dumna z Lokiego, który pokonał wszystkie przeszkody dzięki czemu nie robiłam karnych przysiadów. Dzielnie wchodził za mną do tunelów, klatek, na kładki i do każdej wodnej przeszkody. Co nie było takie oczywiste ani dla małych ani dla dużych psów! Już na pierwszej przeszkodzie, która była po prostu dużymi schodami skapitulował wielki doberman, który powinien nie mieć z tym problemu fizycznie pokonać stopni. Oczywiście właściciele małych psów jak np grzywacz japoński mieli te ułatwienie, że mogi psa przenieść przez każdą konstrukcję… Ja mogłabym próbować ale ryzykowałabym uszkodzeniem barku. Na szczęście to nie było konieczne. Wystarczyło, że szłam przodem a Loki podążał moim śladem.

Dodatkowo nasze szelki typu sled zupełnie się nie sprawdziły. O ile przy treningach wszystko było ok, ponieważ Loki biegł przede mną to jak się okazało przy podbiegach, biegu przełajowym przez las, przez teren nieznany często trzymał się obok mnie lub za mną. Wówczas szelki wywijały się lub powodowały, że smycz okręcała się wokół jego głowy. Zdecydowanie następnym razem postawimy na guardy albo norweskie. Rączka przy szelkach guard jest przy Lokim przydatna przy pływaniu bo młody mi zawsze płynie szybko do brzegu więc kiedy jesteśmy razem podpięci łatwiej będzie mi nim sterować bez szarpania go smyczą.

Oczywiście żałowałam, że jednak nie wzięłam wody ze sobą na pierwszy odcinek. Organizatorzy na szczęście zapewnili ją w dobrym momencie- jeśli chodzi o wodę dla ludzi. Psiaki miały jej sporo po drodze natomiast raczej nie korzystały z niej, ponieważ rzadko kiedy pies pije brudną wodę a wystawiona woda była “używana” przez poprzednie stada więc Loki tylko ją wąchał i mijał. Za to pić z jeziora było już ok.

Co dał nam udział w Hard Dog Race? Myślę, że o ile to możliwe zżyliśmy się jeszcze bardziej- ja i Loki. Dodatkowo niespodziewanie Loki w domu stał w przeciągu bez strachu- to nie takie małe coś. Do tej pory przy małym powiewie firanki mój pies znikał. Nie za bardzo miałam pomysł jak nieinwazyjnie go odczulić na ten czynnik. Bo co tu zrobić z wiatrem?? Tymczasem mój pies stał się nieco odważniejszy po tym co przeżył na biegu. Już samo budowanie psiego poczucia wartości u psów lękliwych jest wystarczającym powodem by brać udział w takich wyścigach. Oczywiście, biegniemy tam z psem, to też jego bieg. Na szczęście ekipa HDR mocno czuwała i korygowała każdego człowieka, który po to by mieć lepszy czas szarpał psa za futro czy podciągał za obroże podduszając na przeszkodę (tak byli tacy geniusze). Macie pomysł wygrać za wszelką cenę wyścig biegnąc z psem? Dajcie sobie spokój od razu.

Mijałam też jednego bardzo agresywnego psa rasy bulterrier. Bez kagańca. Niby miały być dyskwalifikacje psów agresywnych- coś tu nie poszło. Warto ruszać głową, nie tylko po to by rozglądać się na pasach. Tu jednak warto zwracać uwagę nie tylko na swojego psa ale na wszystkich dookoła- jak na psim wybiegu. Poza tym incydentem uczestnicy jak i organizatorzy byli bardzo w porządku, pełna kultura i pozytywna energia.

Myślę, że jeszcze to powtórzymy. Polecam każdemu komu zależy na zacieśnieniu relacji z czworonogiem, na zbudowaniu u niego pewności siebie ale też jest to na tyle prosty bieg, że z pewnością sprawdzi się dla osób, dla których Runmageddon, Bieg Katorżnika czy Barbarian Race to za dużo.

PS. Tu: https://link.do/xbRoF znajdziecie krótką relację video, pokazującą niektóre momenty biegu HDR 🙂