o podróży PKP, SKM a także o tym na co zwrócić uwagę planując weekendowy wypad z pupilem 🙂

Zaplanowaliśmy sobie wycieczkę weekendową nad morze. Do Trójmiasta. Loki, przyzwyczajany od młodego do różnych wyjazdów, mocno się ekscytuje na widok toreb i przygotowań.

Ta ekscytacja czasami przechodzi w niepokój, ponieważ nie każda spakowana torba oznaczała wspólny wyjazd. Czasem z domu znikała Pani a czasem Pan.

Nauczona doświadczeniem i mając na uwadze, że czeka nas pobudka o 5:00 rano postanowiłam działać prewencyjnie. Im mniej stresu tym lepiej. Ustaliliśmy, że w wieczór przed wyjazdem ja wyprowadzam psa a Michał w tym czasie pakuje plecaki. W ten sposób pies nie widzi krzątaniny. Udało się. Prawie…

Wyhaczył mnie skurczybyk kiedy po powrocie ze spaceru dopakowywałam ostatnie przedmioty i drobiazgi. W sumie nic dziwnego. Standardowo po spacerze pies dostawał świeżej wody a ja szłam pod prysznic, potem ewentualnie tv lub praca na laptopie. A teraz łaziłam po mieszkaniu tam i spowrotem… Rozpinałam i zapinałam plecak.

Ekscytacja za 3… 2… 1… bum! Zaczął chodzić za mną krok w krok, popiskiwać i wąchać każdą rzecz jakiej dotknęłam. Kiedy więc skończyłam pakowanie płynnie przeszłam do zabawy szarpakiem jak gdyby nigdy nic. Radośnie go zawołałam. Kilka minut „zabijania” zabawki i pies się wyluzował.

Poranek również był zaplanowany. Zależało mi na tym, żeby Loki zjadł śniadanie. Często przed wyjazdem spinał się i nie jadł ani nie pił. Wstaliśmy o 5:00 i udaliśmy się na długi spacer, który zawierał zarówno element swobodnego biegania, treningu oraz spokojnego spaceru.

Wrócił do domu zmęczony i głodny! Ja z resztą też. Na niego czekała karma a na mnie jajecznica 😀

15 minut później wymarsz. Na spokojnie, bez nerwów. Udało się to tak dobrze, że Loki do ostatniego momentu nie wiedział, że wychodzi z nami. Kiedy już się dowiedział… o matko! Były piruety, podskakiwanie na trzech nóżkach i duuużo machania ogonkiem!

Podróż komunikacją miejską opisywałam już tu: https://zpsemnaobcasach.pl/2019/03/17/podroze-z-psem-komunikacja-miejska/

Podróż PKP to zupełnie inna bajka. Co czeka tam nasze zwierzaki?

Po pierwsze: wyostrzone dźwięki ze względu na echo. Każdy kto choć raz był na dworcu wie jak nieprzyjemnym dźwiękiem jest trąbienie pociągu (a trąbienie w podziemnym dworcu to istna kakofonia)

Po drugie: tłumy ludzi, gdzie przynajmniej 50% ma w głowie „oby ten pies nie siedział obok mnie”. Ewidentnie było to widać po twarzach zwłaszcza starszej części społeczeństwa.

Po trzecie: goni nas czas więc nie możemy w razie paniki psa poczekać na kolejny pociąg (chyba, że mamy za dużo pieniędzy i nie mamy planów powiązanych z konkretnymi terminami/czasem przyjazdu)

Po czwarte: większe psy muszą poradzić sobie z przeszkodą, z którą wielu ludzi ma problem- WEJŚCIE DO WAGONU. Między peronem a wagonem zwykle jest sporych rozmiarów przepaść! Moment wchodzenia do pojazdu jest najbardziej stresującym w całej podróży. Na szczęście po schodach ruchomych w metrze oraz na dworcu centralnym Loki bardzo szybko wiedział jak pokonać przeszkodę- zwyczajnie ją przeskoczył. Super pies!

Po piąte: zasady PKP, które mówią o tym, że „jeżeli współpodróżni zgłoszą sprzeciw z powodu umieszczenia w przedziale zwierzęcia, podróżny powinien zająć miejsce wskazane przez konduktora”.

Opłata za bilet dla psa jeśli nie mieści się do kontenerka podróżnego to 15,20 pln a pies podróżuje w takich warunkach:

Dodatkowo: Psy nie mogą przebywać w wagonach gastronomicznych ani na miejscach do siedzenia. Nie mogą przebywać na łóżkach w wagonie WL ani w miejscu do leżenia w wagonie BC. Zwierzęta nie mogą być uciążliwe pod względem hałasu i zapachu. Mają grzecznie leżeć wprasowane w nasze oraz współprasażerów nogi.

Podróż SKM z Gdańska do Sopotu to kolejny środek transportu jaki musieliśmy odhaczyć. W Trójmieście przejazd psa jest płatny 1 pln. Bilety możemy kupić przez aplikację kupbilet.pl lub w okienku kasowym.

Planując wypad z pupilem warto sprawdzić wszystkie lokale (puby, restauracje), które zamierzamy odwiedzić pod kątem możliwości wejścia z psem oraz zasad na jakich ma się to odbyć. Czasem restauracja pozwala wejść ze zwierzętami do środka, czasem jedynie na teren ogródka a czasem znaczenie ma wielkość psa czy jego zachowanie.

Planowanymi punktami wycieczki było: zjedzenie ryby, koło widokowe oraz wejście na plażę

Co udało nam się zrobić razem z psem?

  • Lunch po przyjeździe w Gdańsku.
  • Ok. 9 km spaceru po nabrzeżu gnieźnieńskim oraz starówce.
  • Koło widokowe.
  • Wyjście na plażę.
  • Przejście się po sopockim molo.

Łącznie w sobotę zrobiliśmy ok. 20 km pieszo z czego 18 km z psem.

Do końca kwietnia psy mają swobodny dostęp do plaży wzdłuż Trójmiasta. Niestety od 1 maja zaczynają się obostrzenia. Jedyne wejście na piasek gdzie możemy pojawić się z psiakiem to te od ul. Hestii. Dodatkowo aby uniknąć mandatu korzystanie z plaży jest dozwolone od godziny 18:00.

Jeśli więc chcecie pobawić się z psiakiem w innych godzinach na plaży to lepiej wybrać bardziej przyjazne miasta nad Bałtykiem.

Tak przy okazji, w miesiące letnie nie wychodźcie z psami na spacery a już na pewno nie na gorący piasek w godzinach 11:00-14:00. Takie wypady grożą odwodnieniem, udarami i poparzeniami łap. A druga sprawa to smycz. Polecam wcześniej przed wyjazdem nauczyć się korzystać z długiej smyczy (3-5m) i używać jej w miejscach gdzie pies może odbiegać nieco dalej od nas ale nie chcemy stracić nad nim kontroli. Na własnej skórze doświadczyłam sytuacji gdzie zwłaszcza małe psy podbiegały z zębami na zewnątrz zupełnie ignorując właścicieli. Przydaje się wówczas możliwość odciągnięcia własnego psa i tym samym zapobiegnięcia sytuacji gdzie dochodzi do psiej gonitwy!

Pamiętajmy również o planowaniu wypoczynku dla psa. W „normalne” dni, kiedy pracujemy nasz pies odpoczywa kilkanaście godzin dziennie. Na wakacjach często o tym zapominamy i ciągamy tego biednego zwierza z nami wszędzie dzień po dniu aż już ledwo zipie.

Jak wspomniałam udało nam się nawet wejść z Lokim na koło widokowe. I tu znów uwaga: jeśli psiak źle reaguje na podróże autem, to prawdopodobnie ma chorobę lokomocyjną. Nie polecam wówczas męczyć go na bujającym się kole czy statku wycieczkowym.

My po spacerze po Gdańsku i przeprawie Gdańsk-Sopot daliśmy psu czas na regeneracje podczas naszego obiadu. Loki został w pokoju hotelowym gdzie zasłoniliśmy okna a na drzwiach zostawiliśmy kartkę z informacją: „Proszę nie przeszkadzać, nie pukać! Pies w pokoju!”. Loki nabrał sił na bieganie po plaży.

Przed tym jak wsiedliśmy w pociąg PKP w drodze powrotnej zrobiliśmy ponad 2 kilometrowy spacer dzięki czemu pies był wychodzony i spokojnie usiedział ponad 3 godziny w drodze do Warszawy.

Niestety wracaliśmy wagonem przedziałowym. Mieliśmy jeszcze mniej miejsca niż w drodze do Trójmiasta. Tym razem przedział zawierał 8 osób i Lokulca między nogami. Na szczęście większość trasy współpasażerami byli naprawdę mili ludzie, którzy z empatią podeszli do zasypiającego na siedząco psa i popodciągali nogi by miał więcej miejsca. Wspólnie pośmialiśmy się też z warunków jazdy PKP- zero zmian od 30 lat ale za bilety płacisz jak za zboże.

Mimo to, trzeba przyznać że jest to czasem najszybsza forma transportu. Trzeba mieć jednak na uwadze, że nie jest to środek transportu dla zwierzaków z chorobą lokomocyjną czy tych które są hałaśliwe (np. szczekaniem reagują na sytuacje stresowe). Loki grzecznie wytrzymał całą podróż podnosząc głowę jedynie raz po raz kiedy w głośniku zatrzeszczał głos konduktora lub kiedy dojeżdżaliśmy do stacji.

Koniec końców to był udany weekend dla naszej rodzinki. Pozytywnie zmęczeni wracamy do wielkiego miasta, ale na pewno jeszcze kiedyś tu wrócimy!