Nie każdy może sobie pozwolić na to by po mieście poruszać się ze swoim czworonogiem jedynie autem. Czasem jest to kwestia finansowa a czasem po prostu wygody- w godzinach szczytu szybciej przejedziemy przez centrum metrem czy tramwajem niż autem.

Kiedy przemierzamy miasto sami nie zauważamy przeszkód na jakie trafia nasz pies- bramki w metrze, strome wejście do tramwaju czy autobusu, zatłoczone pojazdy komunikacji miejskiej gdzie zagrożone są łapy i ogony. Dodatkowo ludzie przywykli już do zapachów mijanych nieustannie i nie czujemy już kolejnej budki z kebabem czy pączkami, ani Pana który wypił za dużo… chociaż to czuje akurat każdy.

Co robić gdy pies płoszy się pośród tłumów, gdy protestuje na widok otwierających się drzwi autobusu lub daje na wsteczny u stóp schodów ruchomych?

Na co i na kogo zwracać uwagę idąc z naszym przyjacielem przez ulice miasta pełne jego mieszkańców?

Po pierwsze: PRZYGOTOWANIE

Zgodnie z dostępnymi opracowaniami dotyczącymi rozwoju psów, mimo tego że bardzo byśmy chcieli psy nie są w stanie przystosowywać się do zmieniającego się środowiska tak szybko jak ludzie. Psy nadal preferują sytuacje, gdzie mogą się wybiegać na większej przestrzeni, naturalnym dla nich jest obrona własnego terytorium, które kiedyś było dużo większe niż 2-3M.

Dziś psy muszą dzielić swoją przestrzeń/ terytorium z dużą ilością innych stworzeń a do tego muszą znosić nieustający hałas (a pamiętajmy, że ich słuch jest dużo lepszy niż nasz).

Nie oczekujmy więc, że obejdzie się bez przygotowania.

Bez względu na to, czy mówimy o szczeniaku czy o psie dorosłym uzbrójcie się w cierpliwość i czas.

Żeby nauczyć Lokiego sprawnego wsiadania i wysiadania z tramwaju poszłam na spacer na pętlę tramwajową.

Kiedy pojazdy czekały na odjazd i wiedziałam, że mam spokojnie kilka jak nie kilkanaście minut zanim ruszą, zaczynaliśmy ćwiczenia.

Na początek otwieramy drzwi i pozwalamy psu obserwować. Jeśli jest ok przechodzimy dalej. Jeśli się płoszy pozwalamy mu odejść parę kroków i po chwili wracamy gdy drzwi się zamykają. Następnym razem gdy naciśniemy przycisk od razu dajemy psu smakołyk.

I powtarzamy aż pies przestanie reagować nerwowo.

Kolejny krok to wejście na komendę. Dlaczego na komendę? Bo przy pełnym tramwaju ktoś będzie najpierw wychodził z pojazdu więc pies nie może wpychać się po otworzeniu drzwi.

Loki reaguje na komendę “do góry” w przypadku schodów oraz “idziemy”- jeśli mówimy o pojazdach niskopodłogowych.

Na początek wchodzimy do wagonu i wychodzimy od razu drugimi drzwiami po czym nagradzamy psiaka smakołykiem lub hasłem “dobry pies”.

Powtarzamy kilka razy.

Następnym etapem, który możemy wykonać innego dnia, jeśli poprzednie ćwiczenia mocno zmęczyły psychicznie psa (obserwujemy jego ciało, czy podkula ogon, czy staje się nerwowy).

Wsiadamy z psem do wagonu i zajmujemy miejsce siedzące przywołując psa komendą “do mnie” lub “przytul się” – zależy od tego czego używacie na codzień. Efektem powinien być stan, w którym pies znajduje się bardzo blisko miejsca, które zajęliście.

Sadzamy psa, następnie każdemy mu się położyć. Nagradzamy.

Komendą “wstań” lub inną stawiamy psa na nogi i wychodzimy. Jeśli pojazd ruszył prawdopodobnie zwierzak sam wstanie. Na początku nie ma co się denerwować. Po prostu zajmijmy pozycję przy wyjściu i na następnym przystanku ćwiczymy wysiadanie. Kiedy pojawi się pojazd powrotny możemy poćwiczyć wszystko w szybszym tempie.

Oczywiście miałam ułatwienie- mieszkałam przy pętli ale niech Was to nie zniechęca… Dla chcącego nic trudnego. Do pętli można dojechać autem, rowerem lub dojść piechotą a przy opcji 2 i 3 będziecie mieli psa lekko zmęczonego co ułatwi Wam zadanie z treningiem 😉

Żeby nie było, że wszędzie miałam łatwo. Przykład nr 2: Schody ruchome.

Pierwsza reakcja Lokiego- zapieranie się i totalna blokada ruchów.

Moja reakcja: odczekanie momentu, kiedy na schodach będzie możliwie jak najmniej ludzi- o ile nie jest to centrum handlowe a mówimy o komunikacji miejskiej czy dworcach to ludzie chodzą falami.

Następnie zrobiłam małe kółeczko z Lokim na smyczy, żeby się nieco wyluzował. Szybszym niż uprzednio krokiem ruszyłam w stronę schodów i wysokim radosnym tonem głosu powtarzałam “chodź chodź chodź” jednocześnie trzymając drugą (wolną) rękę blisko jego pyszczka i pstrykałam palcami aby zwracać uwagę na mnie.

Pies wszedł na schody i stanął okrakiem na 2 schodkach. Nieustająco mówiłam mu, że jest dobrym psem, że jest super, że jeszcze kawałeczek i już. Kiedy zbliżyliśmy się do końca tym samym radosnym tonem głosu powtórzyłam komendę na lekko napiętej smyczy “chodź chodź chodź”.

Dziś Loki radzi sobie świetnie z ruchomymi schodami 🙂

Loki zbiegł ze schodów merdając ogonem. Wygłaskałam go i pochwaliłam.

Wiele osób w momencie takiego kryzysu schodowego podnosi psy na ręce. To tylko pogłębia ich psychozę na tym punkcie i oddala Właściciela od punktu, w którym pies samodzielnie da sobie radę.

Jednym ze sposobów radzenia sobie z małymi psimi krzykaczami jest właśnie podniesienie ich na chwilę z ziemi. Milkną na chwilę ale nie dlatego, że im dobrze a dlatego, że tracą pewność siebie. Tracą w końcu grunt pod nogami, a tego nikt nie lubi.

Po drugie: BĄDŹ CZUJNYM WŁAŚCICIELEM

Nie raz i nie dwa brałam udział w dyskusjach dotyczących zachowań ludzi względem obcych im psów. Temat rzeka. O ile nieprzewidywalność zachowań dzieci jest oczywista tak nigdy nie pogodzę się z brakiem odpowiedzialności osób dorosłych.

Przykład 1

Kiedy podchodzi do mnie małe dziecko automatycznie staję się czujniejsza. Nie dlatego, że Loki coś temu dziecku zrobi umyślnie. Loki waży mniej niż 20 kg i jest łagodny w usposobieniu jeśli chodzi o łagodnych ludzi. Natomiast często zdarza mu się zbyt mocno skupić na wąchaniu czegoś i nie zauważa małego człowieka. Jeśli dziecko zajdzie go znienacka od tyłu może odskoczyć, potrącić i maluch skończy pupą na ziemi. Będzie płacz.

Dziecko może się też wystraszyć samego polizania po twarzy. A Loki lubi czasem dać buziaka. Zwłaszcza dzieciom umorusanym jedzeniem.

Coraz częściej na szczęście rodzic jest w pobliżu i edukuje.

Ja jako właściciel psa jestem zobligowana prawem uważać na to co robi mój podopieczny.

Sytuacja z życia:

Stoję w podziemiach metra przy wyjściu, zaraz obok schodów. Podchodzi chłopczyk. Lat max 6 i pyta:

-Proszę Paniiii… mogę pogłaskać pieska??

Loki obraca się do przybysza a ja podnoszę wzrok na rodziców. Potakują milcząco- zgoda jest, możemy kontynuować.

-Jasne, tylko najpierw daj mu powąchać Twoją rękę. Żeby się Ciebie nie wystraszył.

-A on gryzie?

-Tylko niegrzeczne dzieci- wypaliłam bez namysłu z uśmiechem.

Chłopiec zatrzymał rękę w powietrzu. Po czym cofnął ją i uciekł do rodziców.

Śmiech rodziców było słychać jeszcze chwilę po tym jak wyszli na powierzchnię.

Najważniejsze w tej historii to fakt, że rodzice wyrazili jasno zgodę na to by ich dziecko miało styczność z psem a dziecko zostało poinstuowane w jaki sposób bezpiecznie może to zrobić.

Zdarzają się jednak sytuacje gdzie to dorośli nieznajomi przywołują naszego psa, kiedy my z nim podróżujemy lub stoimy gdzieś w kolejce a potem o zgrozo, dziwią się, że pies zareagował. A to ruszył w ich stronę a to zaszczekał albo zostawił sierść lub ślad mokrego nosa ocierając się o spodnie.

Pozostaje nam zwracać uwagę, prosić by zostawili psa w spokoju i samym nauczyć się szybkiego uspokajania tętna żeby i nasz psiak był spokojniejszy.

Po trzecie: CO ROBIĆ GDY PIES SPANIKUJE?

Zawsze liczymy na najlepsze ale zakładajmy najgorsze.

Cały czas obserwujcie mowę ciała psa. Przy wzmożonym stresie zauważycie:

  • obniżony ogon, a w skrajnym przypadku podkulony wciśnięty między tylnie łapy ogon
  • położone uszy (taka postawa może wystąpić również w przypadku mocnego wiatru lub deszczu-psy naturalnie chronią się przed zimnem)
  • nieustanne oblizywanie nosa
  • ślinienie się-pojawienie się gęstej wydzieliny to poważny symptom mówiący o wysokim poziomie stresu (pomijając rasy psów, u których ślinienie jest na co dzień naturalne)
  • drżenie ciała (tu znów- jeśli jest zima a my chodzimy po dworzu w śniegu i deszczu to pies może się trząść z zimna)
Chwila odpoczynku od dużej ilości bodźców (ludzie na rowerach, deskach, hulajnogach).

Kiedy zauważymy, że pies wpadł w panikę warto zatrzymać się w miejscu ustronnym a przynajmniej takim gdzie z min 2 stron będziemy otoczeni przez nieprzekraczalną granicę tak by zminimalizować bodźce.

Lokiemu pomagało gdy przykucałam za nim, mógł wtedy oprzeć się o mnie “zabezpieczając” swoje tyły i uspokoić tętno i oddech obserwując otoczenie. W tym czasie mówiłam do niego spokojnym głosem. Z czasem (od 30-10 min) zaczynał zwracać na mnie uwagę a gdy zaczynał lizać mnie po twarzy wiedziałam, że mogę podjąć próbę ponowienia podróży.

Warto nagrodzić psa za uspokojenie się.

Pamiętajmy, że KAŻDY spacer, na który bierzemy psa jest spacerem DLA psa. Jeśli chcecie coś załatwić szybko – nie bierzcie psa. Jeśli macie szarpać psa po chodniku, krzycząc na niego gdy on wpada w panikę przytłoczony miastem- nie bierzcie go ze sobą.

Po czwarte: CO POWINNIŚMY MIEĆ PRZY SOBIE W TERENIE?

Na pierwsze spacery po nowym terenie warto ubrać psa w szelki (typu sled lub guard)- z nich zdecydowanie ciężej się wydostać niż z obroży. Obroża oczywiście zostaje, przy niej montujemy adresówkę (osobiście testowałam i te za 2 pln plastikowe i te metalowe grawerowane; wybieram grawerowane ze względu na wytrzymałość).

Identyfikacja psa po adresówce oraz po czipie (jeśli mieszkasz w mieście) jest obowiązkowa.

Prawo mówi jasno- do podróży komunikacją miejską jesteśmy jako właściciele psów zobligowani do smyczy i kagańca. Bez względu na wielkości psa. A przy poruszaniu się po mieście psy MUSZĄ być na smyczy. Psy ras agresywnych (aktualizacje list dostępne na policyjnych stronach) muszą posiadać również kaganiec.

Poza powyższymi punktami, do których zmusza nas prawo warto mieć ze sobą również wodę dla psiaka czy to w formie butelka+ składana miska czy sprytnego pojemnika łączonego w formie psiego bidonu. Dodatkowo również zapas smakołyków i worki na psie odchody. Nie lubicie wdeptywać? To sprzątajcie po swoich psach!

Ostatni punkt- zabawka. Być może podczas spaceru dotrzecie do miejsca gdzie uda Wam się porzucać piłkę lub po przeciągać sznurek z psiakiem.

Bez plecaka ani rusz 🙂

Mam nadzieję, że ta garść informacji była pomocna 🙂 W razie gdybyście chcieli dowiedzieć się czegoś więcej na temat podróży z psem lub tego jak radzić sobie z psią paniką śmiało piszcie tutaj lub na fb.