Jak przygotować psa do 2-godzinnego pozowania w błysku fleszy.

Po pierwsze: Przygotowanie pod kątem wyglądu.

Do zdjęć możecie jako właściciele przygotować się z pomocą wizażystki, która Was pięknie pomaluje, przypudruje i jeśli trzeba to i uczesze. Nie będzie więc widać worków pod oczami, szarej cery czy przyklapniętych włosów.

Co jednak z naszym psiakiem? Przecież to on jest gwiazdą sesji a jego sierść też musi lśnić w obiektywie!

Loki tydzień przed swoim wielkim dniem w roli modela został wykąpany. Dlaczego nie dzień przed sesją? Ponieważ cały tydzień po kąpieli sierść sypała się z niego garściami a ja na zmianę z mężem cierpliwie ją wyczesywałam. Efekt po kąpielowego armagedonu widoczny był na psie, kanapie, podłodze i naszych ubraniach.

Koniec końców pies był puszysty, lśniący i wyglądał bosko… Odkurzacz jakoś to przetrwał. My też.

Po drugie: Należy zadbać o psychikę psa.

Dzień przed sesją Loki został wybiegany. Całe szczęście nie wpadł na pomysł, żeby się wytarzać w czymś wątpliwie pachnącym na trawniku. W końcu był przez chwilę śmiertelnie obrażony za tę kąpiel sprzed tygodnia. W każdym razie podczas biegania w organizmie psa pojawia się zwiększona ilość dopaminy i serotoniny. Pies się relaksuje.

Po powrocie Loki otrzymał również masaż relaksacyjny zwany przez nas “psiatsu” czyli masaż głowy, karku oraz brzucha.

Po trzecie: Coś na zachętę.

Sesja zdjęciowa to tak jak wspomniałam dla nas zabawa a dla psiaka zadanie jak każde, które w dodatku poprzedza dojazd komunikacją miejską (tak było w naszym przypadku).

Trzeba się przygotować pod kątem smakołyków, które nas wspomogą w sytuacji rozkojarzenia psiaka.

U nas sprawdziły się paróweczki pocięte na kawałki. Sprawdziły się tak dobrze, że musieliśmy je odstawić w pewnym momencie, ponieważ Loki nie widział świata poza tymi pysznościami 🙂

Każda sytuacja jest dobra do treningu. A to w dodatku był trening w warunkach ciężkich- nowe miejsce, nowi ludzie, błyskające światła i Pani, która co chwilę znika psu z widoku (bo idzie się przebierać).

Na szczęście na miejscu jako pomocnicy byli ze mną mąż i brat- ulubieni ludzie Lokiego.

Po czwarte: Najważniejsze to dobrze wybrać to z kim pracujemy.

Zanim zabrałam się za przygotowanie Lokiego pod kątem wyglądu, spokoju ducha… Zanim nawet zaczęłam szykować stroje i gadżety na sesje musiałam znaleźć odpowiedniego fotografa.

Musiała to być osoba, która kocha zwierzęta- ma własne lub pracowała już ze zwierzętami a najlepiej jedno i drugie. Zrozumie moją wizję na sesję. Wpasuje się w termin- oczywiście.

I zbuduje odpowiednią atmosferę dla mnie i Lokiego, ponieważ jest to nasza pierwsza w życiu profesjonalna sesja zdjęciowa.

Napisałam do kilku osób, kilka z nich się odezwało. Ostatecznie wybrałam Alicja Duchiewicz fotografka (https://alicja.duchiewicz.pl/ ) , która okazała się być bardzo pozytywną osobą, cierpliwie podchodzącą do ludzi i do zwierząt. Całość wyszła bardzo profesjonalnie, kolejne sesje jeszcze na pewno przed nami. Musimy tylko poczekać na lepszą pogodę i tym razem popracujemy w terenie.

Polecam każdemu, kto chce mieć świetną pamiątkę. I pamiętajcie, że przygotowanie to podstawa, zabawa przyjdzie sama 🙂