Trity do treningu z psem

Zdecydowanie wolę zakupy przez internet- pomyślałam stojąc przed sklepowymi półkami.

Jest tego wszystkiego zbyt dużo. Specjalnie przyszłam tu prosto po pracy, zanim jeszcze pojawiły się największe tłumy. Wcześniej minęłam  sklepy kuszące przecenami akcesoriów kuchennych, płaszczy no i butów… Co z tego, że nie mieszczą mi się kartony w szafie… Przecież niedługo Sylwester, w sumie powinnam kupić sobie nową parę.

NIE! Skup się, wiesz po co przyszłaś. Kup to co potrzebujesz i spadaj stąd.

Zostawiłam ze sobą błyszczące witryny i teraz stoje przed półkami jakbym się modliła do tych wszystkich produktów. Za dużo tego wszystkiego. Rodzaje, wielkości, jakości… ehhh…

-Może w czymś pomóc?- dopadła mnie ekspedientka.

-Nie, dziękuję. Muszę sama coś wybrać.

No dobra wiem, wybieram suszonego kurczaka i ciasteczka z marchewką w kształcie kostki z dopiskiem “bio”. Powinny smakować Lokiemu i nie podrażnić mu żołądka. Dodatkowo oczywiście nowa zabawka, tym razem w postaci nowego sznura do przeciągania, poprzedni gdzieś zaginął.

Dokupuję jeszcze obrożę przeciwkleszczową. No! Zeszło mi jedynie trzydzieści minut.

Jestem z siebie zadowolona. Nieco biedniejsza ale to w tej chwili mało istotne, moje psie dziecko dostanie co najlepsze 🙂


Jak każdy właściciel psa stajecie bądź staniecie przed dylematem jakie przysmaki kupić swojemu psu na jakie okazje.

Wchodząc na strony internetowe sklepów zoologicznych czy do sklepów stacjonarnych można stracić głowę.

Macie przede wszystkim do wyboru:

różnego rodzaju kości– z prasowanej skóry lub zwyczajny kawałek kości zwykle wołowa

Loki totalnie nie umie się nimi posługiwać- gryzie je tak, że po pierwsze zaczynają mu krwawić dziąsła (zęby miał sprawdzane i wszystko z nimi ok) a po drugie ma problemy żołądkowe po nich; kiedy był młodszy dostał kość udową, ponoć najtwardsza- rozniósł ją w pył i kawałek kości utknął mu w jelitach… trzy dni stresu ale na szczęście wyszła nie niszcząc wnętrzności. Możliwe, że tylko Loki ma takie przygody

wszelkiego rodzaju ciasteczka-mięsne kawałki, kawałki suszonych warzyw zmiksowane z mięsem lub inne mixy.

Osobiście polecam te smakołyki, które są bardziej wilgotne ponieważ przy treningu jeśli psu trit wysypuje się z pyska to bardziej skupia się na łapaniu smakowitości i wyszukiwaniu resztek z trawnika niż na kolejnych poleceniach. Druga sprawa, patrzcie na skład. Dla psa ważne by takie dodatki były równie dobrze zbilansowane jak karma. Jeśli to będzie marnej jakości karma to możecie spodziewać się rewolucji żołądkowych- pamiętajcie, że początkowo treningi będą wymagały dużej ilości takich chrupek.

czekolada dla psów, dropsy– testowaliśmy, Loki zjadł ale jakoś nie szalał 🙂

smakołyki mające pomóc w walce z nieświeżym oddechem– pamiętajcie, że koniec końców nic nie zastąpi mycia zębów 😉

Suszone kawałki lub paski mięsa– 100% naturalne, często zawierają jednak dużo soli- polecam czytać opisy, często zwraca się uwagę na konieczność zachowania dostępu do wody i ograniczenia ilości co do spożywania takich smakołyków na dzień/ tydzień.

pasty itp– którymi smarujemy zabawki, najczęściej plastikowe by zachęcić psa do ich gonienia lub po prostu bawienia się nimi.

Najważniejsze jest to by dostosować smakołyki do wielkości, rasy psa oraz jego zdrowia. W przypadku Lokiego nie mogłam przy treningu stosować najpopularniejszych sklepowych rozwiązań. Zamiast tego na każdy trening gotowałam pierś z kurczaka lub indyka i cięłam je w jedno centymetrowe kostki.

Ważne też by smakołyk nie trafiał do naszego psiaka “za darmo”. Gratyfikacja idzie po wykonaniu zadania. Z czasem dodatki nie będą potrzebne a samo głaskanie czy hasło “dobry pies” wystarczy.

Wasza W.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *