Kiedy Loki miał jakieś pięć miesięcy i ważył około sześć kilogramów wyszliśmy na spacer. Byliśmy już po kilku wizytach u weterynarza, wszystkich szczepieniach…

-Proszę Pani, ten pies wygląda jak żaden pies, którego wiedziałem. Raczej jak jakiś… Sarnolis.

Hmm no trochę tak wyglądał. Sarnolis. Od momentu pierwszej wizyty w Azylu na Koziej do momentu kiedy mogłam go zabrać do domu minął miesiąc. Loki miał już cztery miesiące i nie wyglądał jak zlepek husky z owczarkiem ale jak własnie coś bliżej nieokreślonego.

Długi chudy ogon, cienkie łapki, sierść- ruda i puchata na uszach a na korpusie szaro nijaka.

Słowem, był brzydki ale miał swój urok.

W mieszkaniu miał zbudowany kojec. Póki co, miałam za sobą miesiąc sprzątania i naukę załatwiania się na zewnątrz, wyjadł też dziurę w ścianie. Przestawiłam więc kojec.

Nagle Loki z niewiadomego powodu postanowił zrobić zwrot i pociągnął smycz w kierunku odwrotnym do dotychczasowego. Nastąpiła seria szybkich ruchów, której efektem było wypadnięcie ramienia z barku i wyjątkowo silny ból rozlewający się po całym ciele.

Kto by pomyślał, że sześcio kilogramowy piesek ma taką siłę. Jakiś czas później przeczytałam, że pies ma siłę uciągu sięgającą pięciokrotności jego wagi. Jeśli to prawda to zadziałał na mnie z siłą 56 kilogramów. Czyli nieco więcej niż tyle ile ważę ja sama.

To by miało sens.

 

Już następnego dnia kupiłam kolczatkę myśląc, że to genialny pomysł. Zrezygnowałam z niego po dwóch dobach.

Po pierwsze, kolczatki zostały stworzone po to by chronić psy podwórkowe przed wilkami. Tak, początkowo te zmyślne urządzenie zakładało się odwrotnie, kolcami na zewnątrz by chronić szyje psa. Dopiero w późniejszym czasie wymyślono, że to może być narzędzie korygujące.

Po drugie, zupełnie nie działało to na Lokiego. Owszem, czasami pisnął kiedy zacisnęła się za mocno ale szybko zaczął ją ignorować a moim celem nie było notoryczne zadawanie mu bólu.

Uznałam, że wolę dowiedzieć się więcej. Zapisałam nas na szkolenie z behawiorystą. Tam dowiedziałam się prostej rzeczy. Szkolenia przede wszystkim potrzebuję ja.

Trening psa to trening cierpliwości, wytrzymałości w dążeniu do celu oraz opanowania emocji.

Po kilkumiesięcznym szkoleniu (zajęcia odbywały się raz lub dwa razy w tygodniu) nauczyliśmy się podstaw w współdziałaniu.

-Po szkoleniu nie wyglądał też już tak dziwnie 😉 Może wydoroślał  ten mój pieseł…

PODSTAWOWE ZASADY

  • ♥ Każdy w rodzinie musi działać spójnie, nie możemy dopuścić do sytuacji w której psiak dostaje sprzeczne komendy;

  • ♥ Wytrwałe trzymanie się zasad, jeśli ustalamy zasadę pt. pies nie śpi z nami w łóżku, to nie robimy wyjątków (nawet kiedy tak smutno na nas patrzy);

  • ♥ Kiedy my jesteśmy wzburzeni (np. tym że pies nie robi tego co chcemy albo zajmuje mu to dużo czasu) pies również będzie bardziej wzburzony wyczuwając nasze emocje- niekoniecznie będzie rozumiał skąd nasza wrogość czy smutek;

  • ♥ Przed rozpoczęciem treningu warto dać psu się zmęczyć. Jeśli mamy taką możliwość, spuśćmy go ze smyczy. Możemy też pobiegać z nim. Nie chodzi o zmęczenie psa by jedyne o czym myślał to leżenie… Chodzi o to by miał już za sobą chęć biegania 🙂 ;

  • ♥ Warto mieć specjalny woreczek do smakołyków zanim nauczycie się sprawnie wyciągać je z kieszeni. Zaopatrzcie się w kliker, który zaznacza moment, który nagradzacie;

  • ♥ Zakończcie trening w momencie kiedy pies odnosi sukces. Jeśli zbytnio przeciągniecie szkolenie uczeń może się zniechęcić. (Wy również).

Powodzenia!

Wasza W.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *