Cofamy się w czasie. Dokładnie cztery lata, pięć miesięcy temu.

Siedzę z laptopem na kolanach i kubkiem herbaty pod ręką na szarym narożniku w kącie pokoju. Telewizor szumi głosami ludzi ze znanej stacji. Myśl o tym by mieć psa krążyła mi po głowie od dawna. Wiadomo, najpierw trzeba było wyprowadzić się z domu, skończyć studia, mieć regularną pracę i mieszkanie, które psa zmieści w miejscu gdzie taki pies będzie miał tereny do spacerów i biegania. Wszystko ogarnięte.

No ale wiadomo. Nigdy psa takiego własnego na własną odpowiedzialność nie miałam.

Przeczytałam już kilka książek o szczeniakach. Googlałam o rasach. Oglądałam mnóstwo filmików na YT o tym jak ludzie wyczesują tony kłaków z malamutów…

Siedzę z herbatą na kanapie i wiem, że pies to niekończące się odkurzanie, możliwe zniszczenia mebli, butów, podłogi, możliwe że zero wakacji w ciepłych krajach, koniec spania do późna, wydatki… Myślę, ok. Dam sobie, nam jeszcze 2 lata na wakacje, na zbiórkę kasy. Remont mieszkania nas lekko wykończył.

Serfując po necie trafiam na stronę Stowarzyszenia Pomocy Dla Zwierząt “Azyl na Koziej” w Świebodzinie. Czytam historię ośmiu szczeniaków, które ktoś w plastikowym worku pozostawił w lesie. Jak tak można? Przecież to żywe stworzenia… Klikam na zdjęcie.

-Co Ty na to żebyśmy pojechali do Świebodzina?- pytam.

-Świebodzin? Tam, gdzie jest ten wielki Jezus?

-Tak.

-Znając Ciebie zakładam, że nie jest to cel tej wycieczki….- uśmiecha się.

-Zobacz. Osiem piesków szuka domu.

Przez chwilę dyskutujemy. Ostatecznie przekonuje, że przecież tylko pojedziemy zobaczyć je, na jednej wizycie nie podejmiemy decyzji. (A jeśli już to byłaby to suczka).

Dzwonię. Umawiam się na termin. Okazuje się, że Stowarzyszenie nie miało już miejsca u siebie i szczeniaki są w domu tymczasowym. Zostało ich sześć.

Jedziemy.

Na miejscu spotykamy się z maluchami na małej ogrodzonej polance. Dobiegają do mnie rozbijają się o siebie o mnie, po chwili bawią się ze sobą. Najsilniejsze dwa nie pozwalają większości ani podejść do mnie ani do najfajniejszego patyka. Te odpadają… Nie mam takiej wiedzy trenerskiej by działać z “alfami”.

-Może hera? -pyta opiekunka.

Obserwuję Herę. Mała suczka, nieco zadziorna ale nieufna. Hmm… Nie było między nami chemii. Za to inny maluch podszedł do mnie. Na obroży napis “Apollo”.

Szkoda, że to nie suczka- Myślę.

Obserwuję dalej. Szczeniaki bawią się a ja próbuję siedząc po turecku je przywoływać. Jeden podbiega do mnie. Apollo. No cóż maluchu. Szukam suczki, je łatwiej ułożyć. Tak mówią.

W tym momencie sąsiedzi, którzy za drewnianym ogrodzeniem robili garden party zrobili się głośni. Ktoś skoczył na “bombe” do basenu. Mocny plusk wody wystraszył maluchy. Rozbiegły się w kilku kierunkach. Jeden z nich zrobił kilka kroków, po czym wrócił się, spojrzał na mnie i usiadł spokojnie obok mnie podczas gdy reszta lekko spanikowana chowała się przy krzakach.

Pogłaskałam szczeniaka i delikatnie sprawdziłam napis na obroży. Apollo.

-Cóż. Będzie Apollo.

Kiedy zbliżamy się do świąt wielu z Was podnosi temat w swoich domach czy w dyskusjach internetowych czy pies powinien być prezentem świątecznym.

Według mnie nie ma to żadnego znaczenia kiedy kupimy czy odbierzemy ze schroniska naszego przyjaciela o ile naprawdę jesteśmy do tego przygotowani. I mówię MY, bo jeśli kupujecie psa dla kilkulatka czy nastolatka no to wybaczcie ale nie ma się co dziwić, że dziecko może albo znudzić się psem albo zwyczajnie nie mieć sił czy wyrobionej rutyny potrzebnej do np. wyprowadzania psa codziennie.

Decydujesz się na psa więc to TY i tylko TY będziesz za to istnienie.

Wyczytałeś, że jest to spokojna rasa, która niczego nie niszczy w domu? Suuuper. Pewnie nie niszczy w takim stopniu jak pies kwalifikowany jako “pracujący” ale jako szczeniak będzie próbował nowych rzeczy takich jak Twoje szpilki… Opowiem o moich szpilkach kiedy indziej.

Powtórzę więc szczeniak czy nowy pies w domu (bo te starsze ze schroniska też mogą tak zareagować w nowym miejscu) to na początku:

  • podłogi mokre od moczu

  • wycie i skomplenie w nocy dopóki nie nauczą się, że nic złego się nie dzieje i przyzwyczają się do braku psiej rodziny

  • duużo futra- futro na kanapie, podłodze (odradzam dywany), na praniu, brodzie męża…

  • jeśli macie suczke i zacznie mieć cieczki to będzie plamiła na podłogi, chyba że pakujecie małego psa w pampersy…

  • to wydatki na szczepiania, leczenia

  • wyprawka dla szczenika

  • zabawki

  • problem na wakacje! Albo jedziemy tam gdzie dojedziemy z psem albo załatwiamy opiekę dla psa czy też zostawiamy psa w psim hotelu (koszty!)

Dlaczego więc mam psa?

Loki to mój najlepszy przyjaciel. Kiedy mam zły humor, umie mnie pocieszyć. Chcąc nie chcąc zmusza mnie do spacerów 🙂 Czuję, że jesteśmy od siebie mocno zależni. Ja daję mu dom, jedzenie, rodzinę a on odwdzięcza się wdzięcznością i wiernością. Mi to wystarcza. A Wam?

 

Wasza W.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *